środa, 4 grudnia 2013

Jeden.


Dwa miesiące wcześniej.

  Kiedy Zayn otworzył rano oczy i uświadomił sobie co musi wyznać Ashley, od razu zepsuł mu się humor. Wiedział, że dziewczyna nie będzie zadowolona z jego decyzji, ale powinna zrozumieć. Ona sama miała kiedyś marzenia, które on pomógł jej spełnić. Na pewno wesprze go i przytuli kiedy powie jej o wszystkim. Ta myśl odrobinę podniosła go na duchu. Podniósł się z łóżka i poszedł do łazienki. Przygotował się do wyjścia i nie jedząc wcześniej śniadania wyszedł z domu.

Teraz.

  Otworzyła oczy, przymykając je gwałtownie. Nie miała pojęcia gdzie się znajduje i jak przez mgłę pamiętała co robiła wcześniej. A może wcale tego nie pamiętała? Odwróciła lekko głowę w stronę kobiety, która "majstrowała" coś przy aparacie, do którego Ashley była podłączona. Blondynka zdążyła się już domyślić, że była w szpitalu. Jasnoniebieskie i białe ściany, kobieta w białym fartuchu z logiem szpitala.
Ashley mruknęła coś niewyraźnie, ale pielęgniarka stojąca obok dokładnie usłyszała, że było to przekleństwo. Uśmiechnęła się lekko pod nosem. Dla niej fakt, że tak młodzi ludzie używają tak niecenzuralnych słów było rzeczą niepojętą, ale śmiała się z tego. Sama dokładnie nie wiedziała co było w tym takiego zabawnego, ale...
- Przestaniesz się tak do cholery uśmiechać i powiesz mi co ja tu robię?! - Ashley miała słaby głos co wcale nie było dziwne zważając na to, że około dwunastu godzin płynęła w nieznane.
- Jakiś mężczyzna znalazł cię nad morzem. Przywiózł cię tutaj.
- Co ja robiłam do cholery nad morzem?! - próbowała się podnieść, ale była zbyt obolała.
Kobieta tylko wzruszyła ramionami i prosząc ją, by leżała spokojnie opuściła jej salę informując, że zaraz wezwie lekarza. Ashley brew woli, ale jednak, położyła się z powrotem na łóżku i patrzyła w jasny, oślepiający wręcz, sufit.
Co ja robiłam nad morzem? Przecież...
Nie pamiętała.
Bała się do tego przyznać, ale...
Co się stało?


POV Zayn.

   Kolejny udany koncert. Widok szerokiego uśmiechu na twarzach ludzi, którzy godzinami stali przed sceną, by w końcu usłyszeć ulubiony zespół to widok, którego nie można opisać. Byłem szczęśliwy, że mogłem ich zadowolić. Że mogłem śpiewać dla fanów i dać im tę radość, sprawić przyjemność... Tak, mogę szczerze powiedzieć, że byłem wtedy szczęśliwy, ale jednak miałem jakieś złe przeczucia. Dokładnie sam nie wiedziałem co się dzieje... Dlaczego czuję niepokój i coś jakby... Obwinianie siebie za... Czyjąś śmierć?
Uspokój się, Malik!
Mimo wszystko postanowiłem zadzwonić do rodziny i upewnić się, że u nich wszystko w porządku.
   Do garderoby wszedłem jako pierwszy, za mną kolejno Harry, Liam, Niall i Louis. Cała czwórka przyglądała mi się badawczo jakby wyczuwają mój nastrój. To było bardzo dziwne.
- Zaynie, czy wszystko gra? - Louis spojrzał na mnie z iskierką opiekuńczości w oczach - Od wczorajszego popołudnia wydajesz się być jakiś nieswój.
- Sam nie wiem - westchnąłem i schowałem twarz w dłoniach - Mam dziwne przeczucie, że komuś mi bliskiemu stała się krzywda. Tylko nie do końca wiem co i komu się przydarzyło.
- Dzwoniłeś do rodziców?
- Jeszcze nie, właśnie miałem... - sięgnąłem po telefon, który nagle zaczął dzwonić. Numer był nieznany, mimo to odebrałem bojąc się, że moje obawy mogą się potwierdzić.


Tak więc! Witam was w pierwszym rozdziale opowiadania o Zaynie i Ashley. Rozdział krótki, ale to dlatego, że nie chcę opisywać wszystkiego w jednej nocie. Następne będą dłuższe :) Chciałabym podziękować wam wszystkim za skomentowanie prologu. Komentarze były bardzo miłe. Dziękuję :)